"Dzwony, które..." - inscenizacja bożonarodzeniowa (montaż słowno-muzyczny)
- annaligman
- 6 wrz 2020
- 8 minut(y) czytania
Inscenizacja słowno-muzyczna na podstawie mniej znanego utworu Charlesa Dickensa "Dzwony, które dzwonią, gdy odchodzi stary rok i nadchodzi nowy rok". Wymagane akcesoria na scenie: tło zimowe, schody, krzesła dla niektórych bohaterów, choinka - świąteczny klimat. Na sali powinien panować mrok, odpowiednia gra świateł, które będą tworzyć nastrój. Dobre nagłośnienie. Narratorzy opowiadają tę historię - stoją gdzieś niedaleko, ale nie przeszkadzają aktorom na scenie. Przedstawienie odbyło się w mojej szkole w grudniu 2016 roku.
Bohaterowie: Toby, Meg, Kościelny, Narrator 1, Narrator 2, Pan, Dama, Pan 2, Dama 2, Aniołowie (2-3)
Występ moich uczniów można zobaczyć tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=9VPzdqOJBfY
MONTAŻ SŁOWNO-MUZYCZNY
"Dzwony, które dzwonią, gdy odchodzi stary rok i nadchodzi nowy rok"
Opracowanie: Anna Ligman
Narrator:
Niewielu znalazłoby się ludzi, którzy zgodziliby się spać w kościele. Nie mam tu oczywiście na myśli snu podczas kazanie w upalną pogodę (co oczywiście zdarzyło się już parę razy), lecz noc spędzoną samotnie w pustym kościele. Nocą wiatr, wierny posępnym swoim obyczajom, z jękiem wędruje wkoło i wkoło tego rodzaju budowli i niewidzialną dłonią próbuje rygli przy wszystkich drzwiach i oknach i szuka szpary, przez którą mógłby się przecisnąć. A zaledwie wpadnie do środka, wraz zaczyna zawodzić i szlochać, że chce wrócić, skąd przyszedł – zupełnie jak gdyby nie znalazł tego, czego tu szukał.
Narrator: Nasz bohater Toby calutkie dni spędzał stojąc przed drzwiami kościoła. Był bowiem posłańcem i tam czekał na zlecenia swych klientów. Zimą ciężko było tu stać i czekać – nos siniał, gęsia skóra pokrywała ciało, oczy zachodziły łzami, zęby szczękały, stopy zmieniały się w bryłki lodu. Toby Veck najlepiej o tym wiedział. Wiatr wypadał zza węgła – zwłaszcza wiatr wschodni – z takim impetem, jak gdyby przybywał tu z samych krańców ziemi po to jedynie, by wyładować swą wściekłość na Tobym Vecku.
[ przechodnie spacerują, ignorują Tobiego – piosenka „White Christmas” Michael Buble - koniecznie ta wersja, która podkreśli kontrast między atmosferą świąt i lekceważeniem biednego Tobiego.]
ANIOŁ (stojący z brzegu lub wśród ludzi)
Oto współcześni ludzie. Ciągle biegną, spieszą się. Jeżdżą samochodami, chodzą do szkół, biur, urzędów, odwiedzają sklepy. Wydaje im się, ze nie marnują czasu, bo sporo osiągają. Gdy im się przypatruję, czasami mam wrażenie, że wielu z nich żyje niechętnie. Ciążą im nawet, jak kamień u szyi, wizyty u dawno niewidzianego przyjaciela. Wyrzutem sumienia stają się wizyty u babci, mimo, że jest przecież miła i serdeczna. Wyjazd w góry jest koniecznością, której domaga się rodzina, a nie pragnieniem kontaktu z naturą i tęsknotą za widokiem zachodu słońca. Nie mają ochoty i czasu, by smakować życie i codziennie wychodzić naprzeciw przygodzie, drugiemu człowiekowi i sobie. W gruncie rzeczy są nieszczęśliwi i bardzo samotni.
Narrator:
Ludzie przezwali Toby'ego Truchcikiem, ponieważ truchcikiem poruszał się po tej ziemi, który to sposób chodzenia jeśli nie dodawał, to przynajmniej miał dodawać prędkości jego krokom. Zapewne idąc zwykłym krokiem osiągnąłby Toby większą szybkość; ale wzbronilibyście mu jego truchcika, to położyłby się do łóżka i po prostu umarł. Podczas deszczu Toby od stóp do głów ochlapywał się błotem, biegnąc męczył się nieznośnie, zwykły krok kosztowałby go niepomiernie mniej trudu.
Narrator:
Toby miał bardzo czerwony nos i bardzo czerwone powieki, którymi mrugał bardzo często; ponadto nogi mu zesztywniały, głowę zaś tak głęboko wtulił w ramiona, że uszami niemal dotykał barków. Słowem, znajdował się na najlepszej drodze do zupełnego zlodowacenia.
TOBY: [mówi do ludzi, ale nikt nie zwraca na niego uwagi]
– Pora obiadowa. Hm! A-aach! (pauza) Nie ma na świecie rzeczy, która zjawiałaby się bardziej regularnie niźli pora obiadowa, i nie ma na świecie rzeczy, która zjawiałaby się mniej regularnie niźli obiad. może znalazłby się jakiś dżentelmen, który zechciałby kupić ode mnie tę obserwację dla gazet…?
– Ojcze, ojczulku! – rozległ się miły dziewczęcy głosik.Toby usłyszał wołanie, drgnął, przystanął, spojrzał tuż przed siebie i przekonał się, że stoi twarzą w twarz ze swą córką i spogląda z bliska w jej oczy.
[Toby objął dłońmi śliczną twarzyczkę dziewczyny i przytula]
– Przyszłaś, córeczko? Co się stało, Meg? Nie spodziewałem się ciebie dzisiaj.
– Ani ja nie przypuszczałam, że przyjdę . Ale przyszłam, ojczulku. I to nie sama! Nie sama!
– Czyżby to miało znaczyć żeś przyniosła…
– Powąchaj to, ojczulku! Prędko powąchaj!
Narrator:
Toby z wielkim doprawdy pośpiechem chciał unieść przykrywę koszyka, lecz dziewczyna przeszkodziła mu wesołym gestem wyciągnąwszy rękę.
Toby– Jakaś gorąca potrawa!
Meg: Strasznie gorąca! Cha, cha, cha! Taka gorąca, że aż parzy! Ale co to jest, ojczulku! Toby– Ach, jaki miły zapach !Ale to chyba nie są… nie są parówki?
Meg: Nie, nie! – zawołała uszczęśliwiona Meg. – Skądże znowu!
Toby: Co też ja wygaduję! Niedługo zapomnę chyba, jak się nazywam. Przecież to flaki!
[ Toby i Meg siadają na schodach kościoła, wyciągają jedzenie, jedzą / przechodnie ich mijają, piosenka White Christmas ciąg dalszy]
ANIOŁ I
Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, bądź dla nich dobry. Jeśli tego nie zrobisz dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj. Długo nie zwlekaj, byś nie żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na to, co naprawdę ważne.
Kościelny: Z drogi, i to zaraz! Czy koniecznie musicie wysiadywać kościelne schody, co? Nie możecie dla odmiany gnieździć się na schodach sąsiadów? Co? Wyniesiecie mi się stąd?
[Elegancki pan i dama przyglądają się całej sytuacji]
Pan: Hej, dobry człowiecze! Podejdź no bliżej. Co tam masz? Obiad?
Toby: Tak, proszę pana
Pan: Nie zostawiaj go tam! Przynieś go tu, przynieś go tu! O, tak. Więc to jest twój obiad?
Toby:Tak, proszę pana .
Dama:– Jest to, mój mężu, pewien gatunek pożywienia dostarczanego nam przez świat zwierzęcy znany klasom pracującym naszego kraju pod nazwą flaków
Pan: Ile masz lat?
Toby: Ponad sześćdziesiąt
Pan [śmiejąc się]: Ależ ten człowiek przekroczył już dawno przeciętny wiek, jakiego dożywają ludzie w naszym kraju!
Toby: Ja wiem, proszę pana, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie…[ odchodzi ze smutkiem na bok]
ANIOŁ I
Ludzi powinno się lubić: tych niepozornych i tych wielkich,tych uroczych i nie tak pięknych.Staraj się lubić ludzi, takimi, jakimi są.Innych przecież nie ma.
Narrator:
Na ulicach panowało wielkie ożywienie, wystawy zaś sklepów były pięknie przyozdobione. Ludzie gotowali się na przyjęcie Nowego Roku niczym na przybycie młodocianego spadkobiercy całego świata z podarkami, powitaniami, wśród ogólnej radości. Przygotowano książki na Nowy Rok i zabawki na Nowy Rok, iskrzące się klejnoty na Nowy Rok i suknie na Nowy Rok, nowe sposoby zdobycia fortuny w Nowym Roku i nowe metody okpienia losu w Nowym Roku. Jego życie podzielone zostało na drobne cząstki w almanachach i podręcznych kalendarzach; zmiany kwadr jego księżyców, zmiany układu gwiazd, przypływy i odpływy – wszystko to znane było z góry; przebieg jego pór, tak za dnia, jak i w nocy.
Pan 2: Dokładam wszelkich starań, aby żadne zobowiązanie nie zostało przeniesione na rok następny. Wszystkie co do jednego rachunki płacone są w tym domu ostatniego dnia w roku.
Dama 2: Ach, mężu! – ozwała się pani, która była znacznie od niego młodsza. – Jakże tak można!
Pan 2: W tej porze roku powinniśmy zastanowić się nad… nad nami samymi. Powinniśmy zbadać nasze… nasze rachunki bankowe! (pauza i skierowanie na Tobiego) A czy ty, zacny mój człowieku, rzec mi możesz z ręką na sercu, żeś także przygotował się godnie na przyjęcie Nowego Roku?
Toby:– T… tak mi przykro, proszę pana, ale… ale mam pewne małe zaległości…
Pan 2– Masz pewne małe zaległości!
Toby– T… tak mi przykro, ale winien jestem kilkanaście szylingów pani Chickenstalker.
Pan 2:– Pani Chickenstalker! ?
Toby: Jest to właścicielka sklepu, proszę pana z towarami mieszanymi. A także winien jestem trochę… trochę za komorne. Ale naprawdę bardzo niewiele, proszę pana. Wiem, że nie powinienem z tym zalegać, ale tak nam było ciężko…
Pan 2: Jak to możliwe, aby mógł znaleźć się człowiek… nawet w tej nieprzezornej i nieodpowiedzialnej klasie… człowiek stary, człowiek siwy, który ośmiela się wkroczyć w Nowy Rok z tak obciążonym saldem… Jak to możliwe, że człowiek ów kładzie się spać z wieczora i rankiem wstaje, chociaż… Ach, co tam! [śmiech]
[Toby odchodzi na bok, ponownie "White Christmas"]
ANIOŁ [ kieruje słowa do widzów]
Wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę.Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią po raz pierwszy palec ojca, trzyma się go już zawsze. Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, gdy chce mu pomóc, aby się podniósł.
[zmiana muzyki na spokojną, przechodnie znikają, Toby – sam]
Narrator:
Nasz bohater podszedł do schodów kościoła, myślał, że zastanie drzwi zamknięte na klucz, znał je bowiem dobrze i rzadko zdarzało mu się widzieć, aby je otwierano – wszystkiego może trzy razy. Były to niskie, ostrołukowe odrzwia znajdujące się poza obrębem kościoła, w ciemnej wnęce ukrytej za filarem; a zawiasy miały tak ogromne i zamek tak niezwykłych rozmiarów, że więcej tu było zamka i zawiasów niż samych drzwi.Ale jak wielkie było zdumienie Toby'ego, gdy przyszedłszy pod kościół wsunął rękę w mroczną niszę i przekonał się, że drzwi, które otwierały się do wewnątrz, są otwarte! Zaskoczony, chciał w pierwszej chwili zawrócić albo pójść po światło, czy wziąć ze sobą kogoś do towarzystwa. Ale w nagłym przypływie odwagi postanowił pójść sam
Narrator:
– Czego miałbym się bać? – powiedział sobie Toby. – Przecież to kościół. A zresztą może dzwonnicy są na górze i zapomnieli zamknąć drzwi. Przekroczył więc próg i szedł po omacku jak ślepiec, bo panowała tu ciemność nieprzenikniona, i ci- sza, jako że dzwony milczały. Kurz uliczny, przywiany przez wiatr, zalegał wnękę grubą warstwą; tak miękko i bezszelestnie szło się po puszystym kurzowym dywanie, że już to samo niepokoiło. Wąskie schody były tak blisko wejścia, że Toby potknął się o pierwszy stopień i pchnął nogą w drzwi, które odbiły się od ściany i zatrzasnęły z hukiem. I Toby nie mógł ich już otworzyć.
Narrator:
Ale był to jeden jeszcze powód skłaniający go do pójścia naprzód. W ciemności, po omacku, Toby zaczął wspinać się na schody. W górę, w górę, w górę. Wkoło, wkoło, wkoło. W górę, w górę, w górę. Wyżej, wyżej, wyżej… Tutaj, do tego miejsca w wieży, przychodzili dzwonnicy. Toby chwycił w rękę postrzępiony koniec jednego ze sznurów, które zwisały ku niemu w dół przez otwory w dębowym pułapie. W pierwszej chwili wzdrygnął się – miał wrażenie, że to czyjeś włosy. Potem zadrżał na samą myśl o tym, że mógłby zbudzić dzwony. Same dzwony znajdowały się wyżej. Przeto Toby – zaczarowany czy też posłuszny jakiejś sile magicznej – zaczął wspinać się do nich coraz wyżej i wyżej. Po drabinach, mozolnie, bo stromo tu było, a stopy niezbyt pewne znajdowały oparcie.Wyżej, wyżej. Stopień za stopniem; stopień za stopniem. W górę, w górę, w górę. Wyżej, Wyżej, wyżej.
Aż wreszcie dotarł do otworu w pułapie i zatrzymawszy się na chwilę z głową tuż nad belkami, wy- dostał się między dzwony. W gęstym mroku zaledwie mógł rozróżnić ogromne ich kształty. Ale były tu – niewyraźne, ciemne, milczące! I gdy Toby znalazł się w tym podniebnym gnieździe z kamienia i metalu, opanowało go przygniatające uczucie lęku i osamotnienia. W głowie poczuł zamęt. Nasłuchiwał chwilę, potem wrzasnął dziko: – Hej… hej! Hej…! odpowiedziało mu przeciągłe, posępne echo. Oszołomiony, bez tchu, przerażony, Toby rozejrzał się dokoła pustym wzrokiem – i stracił przytomność.
ANIOŁ
Jesteś piękne mówię życiu
–Bujniej już nie można było,
Bardziej żabio i słowiczo, bardziej mroczno i nasiennie.
Nie znajduję – mówię życiu
-z czym mogłabym cię porównać.
Nikt nie zrobi drugiej szyszki
ani lepszej, ani gorszej.
Chwalę hojność, pomysłowość,
zamaszystość i dokładność,
co jeszcze – i co dalej
-czarodziejstwo, czarnoksięstwo.
Szarpię życie za brzeg listka:
przystanęło? dosłyszało?
Czy na chwilkę, choć raz jeden,
Dokąd idziesz – zapomniało?
[podniosła, magiczna muzyka]
Narrator [Toby robi to, o czym mówi narrator]:
Toby obudził się i stojąc na tych samych deskach, na których przed chwilą leżał, ujrzał ów bajkowy widok. Widział maleńkie zjawy, elfy i duszki dzwonów zaludniające wieżę, do której przywiodły go zaczarowane kroki. Widział, jak stwory te wyskakują, wyfruwają, spadają, wylatują z dzwonów nieprzerwanym szeregiem. Widział je dokoła siebie na ziemi, nad sobą w powietrzu; uciekały od niego spuszcza-jąc się po sznurach w dół; spoglądały z masywnych, okutych żelazem belek, zerkały spomiędzy szczelin i szpar w ścianach; zataczały wokół niego coraz to większe i większe kręgi – jak koła na wodzie, gdy nagle wrzucony zostanie wielki kamień. Widział je – duszki o najrozmaitszym usposobieniu, najrozmaitszych postaci. Były piękne i szpetne, kalekie i kształtne. Były młode i stare, łagodne i okrutne, wesołe i posępne. Widział takie, które śmiały się i tańczyły.
[Anioły tańczą/ kołysają się do piosenki: "What the word needs now" Anna Karwan. Przechodnie zbierają się i podziwiają.]
Pan 1 lub 2 przynosi Tobiemu koc, ktoś inny miskę zupy. Toby bierze to i wręcza swojej córce, przytula ją.
Narrator:
Czy Toby śnił? Czy też jego radości i smutki, i osoby w nich występujące były tylko snem? A może on sam był snem? Może narrator tej opowieści jest marzycielem przebudzonym właśnie ze snu? Jeżeli rzecz tak się przedstawia… O słuchaczu, drogi jego sercu we wszystkich sennych wizjach, postaraj się zachować w pamięci surową rzeczywistość, która rzuca te posępne cienie! I w sferze twoich możliwości – żadna nie jest nazbyt rozległa i żadna nazbyt ograniczona – staraj się rozproszyć je, złagodzić.
Narrator:
Niechaj ten rok będzie szczęśliwy dla ciebie i niechaj będzie pomyślny dla tych wielu, którzy są od ciebie zależni. I niechaj każdy następny rok będzie szczęśliwszy od poprzedniego, a najnikczemniejsi z naszych braci i sióstr niechaj nie będą pozbawieni słusznie im należnego udziału w tym, w czym z woli naszego Stwórcy winni uczestniczyć.

KONIEC


Komentarze